WĘDKARSTWO W NORWEGII

WSZĘDZIE DOBRZE, GDZIE NAS NIE MA

Wędkarstwo w Norwegii . Od dłuższego czasu zbierałem się do napisania tego tekstu i tu wcale nie chodzi o to, że komuś zazdroszczę, czy źle życzę. Chodzi o to, że tak, jak mówi sam tytuł: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

Do czego zmierzam?

Mieszkam w Norwegii od 2014 roku. Norwegii, która teoretycznie jest niesamowitym rajem wędkarskim z niewyobrażalną wręcz populacją ryb. Więc w czym tkwi problem?

No cóż zacznijmy od najprostszej, a jednocześnie najtrudniejszej rzeczy do przeskoczenia – mianowicie znalezienie wody, która nam odpowiada. 

Wśród rzek mamy Glomme, Nitelve czy Vorme. Wszystko ładnie, pięknie. Woda niesamowicie czysta, pełna ryb typu jaź, kleń, leszcz, sandacz czy nawet łosoś lub troć.

PROBLEMY Z WĘDKARSTWEM W NORWEGII

Pierwszym problem jaki widzimy – brak dojazdu nad rzekę.

Nie ma jak w Polsce wałów powodziowych, a 99% dróg prowadzących nad rzekę są to drogi prywatne, z których w żaden sposób nie możemy korzystać. Co za tym idzie? W okolicy Oslo może jest 10 miejsc, gdzie można się na spokojnie rozłożyć.

Kolejnym ogromnym problem dla wędkarza są elektrownie wodne. Glomma (największa rzeka w Norwegii) na odcinku 15km ma trzy tamy, co powoduje, że niestety nie mamy żadnych główek, a dno jest płaskie jak blat w kuchni. Inna sprawą jest to, że gdy któraś śluza jest otwarta zestawu nie utrzyma nam nawet 300g ciężarek. To teraz poruszymy temat jezior. 99% tych zbiorników wodnych w Norwegii jest to istne eldorado, ale jeżeli chodzi tylko i wyłącznie o trollning. Jeziora te są strasznie głębokie np. Mjøsa (443m) czy Øyeren (76m). Inna chyba ważniejsza sprawą jest problem z dojazdem nad dane jezioro. Nad dwa największe zbiorniki właściwie nie ma szans się dostać, więc zostają mniejsze, które znowu zarybianie są pstrągiem i białorybu się nie uświadczy.

METODA GRUNTOWA – FEEDER / METHOD FEEEDER

Ale załóżmy, że mamy już znalezione miejsce i jesteśmy prawie gotowi do łowienia. Co dalej? Wypadałoby się zaopatrzyć w robaki, glinę, zanętę, itp., itd. Niestety feeder i Method feeder są tak popularne tutaj jak saneczkarstwo w Polsce, ewentualnie hokej na trawie. O zakupie jokersa, kastera, czy jakiekolwiek gliny możemy zapomnieć. Tego towaru tu nie ma i koniec kropka. A jeżeli ktoś chciałby zacząć przygodę z tą metoda wędkarstwa? No cóż. YouTube i do przodu, bo w sklepach wędkarskich nikt nie słyszał na temat czy to skrętki, czy wiązaniu haczyków na włos z maggotklipsem.

Ok, mamy sprzęt, jakieś robaczki, zanętę, co dalej? Tutaj jest ogromny plus dla niedzielnych wędkarzy – karta wędkarska? A na co to komu? Jest portal internetowy, gdzie wybierasz interesujący Cię odcinek rzeki lub konkretne jezioro, wysyłasz smsa lub szybki przelew i gotowe. Opłaty tez są śmieszne. Za rok łowienia na sporym odcinku największej rzeki wychodzi niecałe 200zł, biorąc pod uwagę zarobki w Norwegii to 2-3 godziny pracy.

WĘDKARSTWO W NORWEGII

Dojechaliśmy nad wodę, rozkładamy sprzęt, rzucamy i czekamy. Niestety na karpia nie mamy się co nastawiać. Jest podobno kilka zbiorników, gdzie występuje, ale to trochę taka Urban Legend. Gdzieś jest, ale nikt nie wie gdzie. Zostają nam piękne jazie i klenie, a czasem leszcze. I tutaj znowu coś dla mnie niespotykanego w Polsce. Albo ryba bierze jak szalona i brania są 10 sekund po zarzuceniu albo nic kompletnie się nie dzieje i nie poradzisz, choćbyś nie wiem jakie metody stosował.

Skoro jesteś zmęczony łowieniem kleniozałrów to może łowisko specjalne? Niestety, nie istnieją. Znaczy podobno jest jedno, ale to tak jak z karpiem – ktoś, coś kiedyś słyszał, ale dostać się tam, to zupełnie inna sprawa.

Załóżmy, że czujesz się dość pewnie ze swoimi umiejętnościami i chciałbyś wystartować w zawodach (w końcu tam się człowiek najwięcej uczy). I tutaj niestety polegniesz. Raz, że strasznie trudno je znaleźć, dwa prawie ich nie ma. We wrześniu miałem przyjemność organizować zawody z grupą Wędkarstwo Gruntowe – Norwegia, gdzie ogłaszaliśmy się w najpopularniejszym sklepie wędkarskim w Oslo i okolicy, na Facebooku oraz na stronach norweskich sponsorów i udało nam się zebrać 28 uczestników, z czego tylko 1 Norwega, 1 Rumuna oraz 1 Litwina. Reszta to Polacy,

Naprawdę doceńmy to jakie warunki mamy w Polsce do uprawiania tego sportu, jaka jest ogromna dostępność do artykułów, zaczynając od wędek, przez kosze po gliny, czy podbieraki.

PZW I WĘDKARSTWO W POLSCE

Wiem, że wiele osób strasznie „jedzie” po PZW, ale wbrew pozorom wody w Polsce naprawdę są w niezłym stanie i można się cieszyć wynikiem dwucyfrowym co tydzień.

Ale żeby nie było tak źle – spinning i surfcasting. To są metody, gdzie naprawdę można się wyszaleć. Metrowy szczupak? Wystarczy wypożyczyć łódkę na dwa dni i daje sobie rękę uciąć, że będziesz miał czym się pochwalić wśród znajomych. Halibut? Wsiadasz w samolot, lecisz na północ i pompujesz, bo inaczej tego się nazwać nie da. A surfcasting – no cóż, ja go traktuje jako namiastkę feedera, bo może i nie mam koszyczka zanętowego, ale mam ciężarek, przynętę na haku i drgającą szczytówkę.

Jest ktoś z czytelników, kto mieszka za granicą i ma podobne wrażenia? Czy tylko ja trafiłem do kraju, gdzie feeder jest tak popularny jak zebry w Polsce? Dajcie znać w komentarzach.

I pamiętacie! Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Naprawdę nauczmy się doceniać to, co mamy, bo nawet jeżeli wydaje nam się, że wody polskie są w opłakanym stanie, to cała otoczka infrastrukturalna jest naprawdę na wysokim poziomie, nie mówiąc już o dostępności sprzętu.

ARTYKUŁ – ADAM ŚLIWIŃSKI

RED: JAKUB KUCHARSKI ( KUCHAR FISHING)

One thought on “WĘDKARSTWO W NORWEGII

  • 18 listopada 2020 o 19:41
    Permalink

    Jedno z moich marzeń jest pojechać wędkować za granicę, Norwegia, Dania lub Szwecja. Świetny artykuł, pozdrawiam! 🖐️🎣🐟

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *